Arch

kultura

Forum Arch Strona Główna -> RECENZJE -> Berlin Calling
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Berlin Calling
PostWysłany: Wto 9:23, 16 Cze 2009
Administrator
Administrator

 
Dołączył: 06 Mar 2009
Posty: 321
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Berlin Calling


Rzecz o fascynującym procesie tworzenia




Nocne życie sceny electro w tempie 100 000 uderzeń na minutę. Berliński kompozytor undergroundowy i electro DJ Martin (znany pod pseudonimem DJ Ickarus) jest na tournee ze swoją menadżerką i dziewczyną Mathilde. Spędzają noce w klubach i przygotowują się do wydania ważnego elektronicznego albumu muzycznego. Jednak Mathilde coraz gorzej sobie radzi ze znoszeniem narkotykowego nałogu Martina. W końcu DJ bierze za dużą dawkę i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W czasie, gdy Martin poznaje innych pacjentów i znów zaczyna komponować, Mathilde wpada w ramiona swojej byłej kochanki. Album nadal pozostaje w sferze planów. W roli głównej zobaczymy międzynarodowej sławy DJ-a Paula Kalkbrennera, który jest też autorem ścieżki dźwiękowej.


Obsada:Paul Kalkbrenner, Rita Lengyel, Araba Walton

Twórcy:
reżyseria: Hannes Stoehr,
scenariusz: Hannes Stohr,
zdjęcia: Andreas Doub,
muzyka: Paul Kalkbrenner

szczegóły:dramat/komedia/muzyczny, Niemcy, 2008, 100 min


Spece od pijaru sprzedają „Berlin Calling” jako fascynujący portret berlińskiej sceny techno, promocyjny sos uatrakcyjniając jeszcze chwytliwym marketingowo porównaniem do „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Zabiegi błyskotliwe, tyle że chybione w przekazie, ponieważ na plan pierwszy nie wysuwają autentycznych walorów filmu Hannesa Stoehra - fenomenalnej muzyki i zaskakującej gry aktorskiej naturszczyka Paula Kalkbrennera, próbując zapunktować u widowni w dyscyplinach, w których „Berlin Calling” daleko do mistrzowskiego poziomu.

Macherzy od public relations chcieliby, abyśmy patrzyli na film Stoehra jak na hołd dla doskonale znanej niemal pod każdą szerokością geograficzną muzycznej sceny Berlina. W klubowym życiu stolicy Niemiec dźwięki z szeroko ujętej familii techno twardo okupują pozycję lidera i twórcy tego gatunku w najbliższych latach nie muszą obawiać się detronizacji. Wieloletnia arena największego plenerowego spędu fanów elektronicznego grania znanego pod nazwą „Love Parade” zasługuje, by udokumentować jej wyjątkowy status w światku techno na kilku kilometrach taśmy filmowej. Tyle że nie o to pokusił się Hannes Stoehr. Znany z reżyserii „Jednego dnia w Europie” twórca opowiedział „tylko i aż” historię dziarsko eksperymentującego z narkotykami DJ-a Ickarusa. Muzyk posiada status gwiazdy electro, nagrał doceniony longplay i teraz z pasją i zaangażowaniem oddaje się koncertowaniu. Pomaga mu w tym wspomniane testowanie przebogatej oferty drag-fabryk, serwujących bywalcom miejscowych klubów coraz to nowe mieszanki pobudzających substancji i toksyczne piguły, poniewierające znacznie intensywniej i wielopoziomowo, aniżeli „tradycyjne” ecstasy. Na straży względnej trzeźwości bohatera stoi jego życiowa partnerka i agentka Mathilde. Jednak mimo iż podąża za Ickarusem, swoim kochankiem i podopiecznym w jednym, niemal krok w krok, nie udaje się jej uratować go przed przekroczeniem granicy za którą owe eksperymenty tracą swą zabawową formę. Muzyk trafia do zakładu psychiatrycznego, gdzie z psychozy uleczyć go będzie się starała łagodniejsza inkarnacja pamiętnej siostry Ratched.

Podobieństwo owej bohaterki filmu do oddziałowej trzymającej pieczę nad Randallem McMurphym w słynnym obrazie Milosa Formana wyczerpuje punkty wspólne „Berlin Calling” i „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Stoehr umieszcza na ekranie jeszcze scenę imprezy z udziałem rezydentów domu wariatów, zorganizowanej przez Ickę. Pijackie podrygi z niemieckiego obrazu stanowią co najwyżej słabe echo finałowej rozpierduchy zainicjowanej przez Jacka Nicholsona. Coś na kształt scenariuszowego wytrychu mającego uprawomocnić skojarzenia z kontrkulturowym filmem czeskiego mistrza reżyserskiego fachu.

Żeby raz na zawsze rozprawić się z niedoskonałościami, ubranego w ramy tragikomedii „Berlin Calling”, należy dodać, że serwowana tragedia jest raczej w wersji soft i proporcjonalnie ustępuje komedii, bo zabawnych momentów Hannes Stoehr ździebko nam przygotował, choć elementy humorystyczne sortowane były cokolwiek nieumiejętnie i czasem wśród dorodnych Idaredów trafiają się jabłka nadgnite. Kompleksowo film porusza się w rewirach prostoty i braku przesadnego skomplikowania. Mathilde, multifunkcyjna partnerka Pana Artysty, odchodzi do innej kobiety, kiedy Pan Artysta nie przestaje ćpać, ale rychło odnajduje powrotną drogę do heteroseksualnego patriarchatu. Wystarczy, że niepokorny muzyk przystopuje z braniem, obieca poprawę, a dziewczyna stanie przy jego boku. Wszystko nazbyt łatwe, zeschematyzowane i powierzchowne, by porwać do wzruszeń wymagającego widza.

Uproszczony portret muzyka techno chowa jednak pewną, wcale niemałą, wartość. Wynurza się ona na powierzchnię szczególnie wtedy, gdy Stoehr pokazuje widzowi proces tworzenia. Grający Ickarusa Paul Kalkbrenner, autentyczny muzyk, odpowiedzialny również za ścieżkę dźwiękową, w tych partiach filmu odnajduje się najlepiej, nasycając swoją postać pasją, z werwą oddając gorączkę twórczą, która po przeciągającej się zapaści wreszcie nawiedza didżeja. Ekran kipi pozytywną energią, wydobywającą się z aktu twórczego, którego kolejne stadia widz ma okazję prześledzić. Od nowatorskiego pomysłu za ścianami psychiatryka, po wydanie odświeżającej płyty, w krótkim czasie przynoszącej Ickarusowi powrót na piedestał.

Bonusową radość seans przyniesie zapewne wszystkim, którym muzyka Kalkbrennera towarzyszyła w klubowych wojażach w ciągu kilku ostatnich lat, rozbudzając sentymenty i wspomnienia beztroskich melanży do białego rana. Film Hannesa Stoehra bez wątpienia nie wnosi nic do dyskusji o uzależnieniach, ani nie rzuca nowego światła na temat narkotykowych problemów artystów. „Berlin calling” trudno też nazwać hołdem dla kolebki clubbingu, bo Berlina trochę na ekranie za mało i potraktowany został wycinkowo. Jednak gdzieś w tych uproszczeniach społeczno-psychologicznych zawarty został autentyczny klimat klubowych imprez, podczas których liczy się tylko szaleńczy pląs, rozładowujący życiowe napięcia. Kalkbrenner obdarzył również Ickarusa pasją tworzenia, co wypada bardzo przekonująco. Zostaje jeszcze energetyczne electro, generowane przez błyskotliwy umysł Paula Kalkbrennera. Wieża złożonych z tych klocków może ma chwiejne podstawy, ale większość kondygnacji robi wrażenie.

Autor: Lech Moliński, Stopklatka.pl, 10 czerwca 2009





[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Berlin Calling
Forum Arch Strona Główna -> RECENZJE
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin