Arch

kultura

Forum Arch Strona Główna -> O LITERATURZE i SZTUCE -> Finnegans Wake - zwierciadło wewnętrzne
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Finnegans Wake - zwierciadło wewnętrzne
PostWysłany: Sob 20:15, 06 Lut 2010
Administrator
Administrator

 
Dołączył: 06 Mar 2009
Posty: 321
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Finnegans Wake - zwierciadło wewnętrzne


Data publikacji artykułu: 18 sierpnia 2007

Autor: Autor: Grzegorz "Gryfek" Słowiński





Chodź, pokażę Ci książkę, której nie zrozumiesz. Posiadłem ją tylko ja. Nie będziesz zazdrościć mi mojego świata, póki żyjesz we wszechhoryzontalnej nieświadomości. Nie pozazdrościsz ani wszystkiego, ani niczego, które przeżyłem w wiecznym, nieprzeczytalnym zmaganiu z nią. Ja ją znam. Z góry mówię do Ciebie - to dzieło największe.

To "Finnegans Wake". Słowa wcale dziwne; przecież w innym języku. A ja powiadam- ani to w tym, ani w innym. Nie znasz ich. Kreuję je przed Tobą najpierw jako wiedzę zupełnie tajemną. Dla Ciebie zapewne głupią. Ale ona przerasta Twój drogi rozum i nie dotrze do Ciebie. Jeśli tajemnica burzy czasem Twój słoneczny dzień, objawię tylko mechanizm i będzie to niecodziennie dziwne, co napiszę.


Autorem dzieła jest James Joyce- ur. 2 lutego 1882 r. w Dublinie, zm. 13 stycznia 1941 r. w Zurychu. Skończywszy wreszcie edukację u Jezuitów, studiował w Dublinie filozofię i filologię. Podziwiany za znakomity słuch muzyczny, humor, zmysł literacki i filozoficzny starał się opisać swą młodość w "Stefanie Bohaterze" wrzuconym do ognia i uratowanym przez siostrę (obszerny fragment wielokrotnie większego dzieła wydany po śmierci). Pomysł ukończył w "Portrecie artysty z czasów młodości", który przyniósł mu sławę twórcy wielkiego. Pośród wierszy i opowiadań wydane zostały "Muzyka kameralna"- zbiór poezji, których admiratorem i kompozytorem był między innymi Karol Szymanowski (a które sam autor posyłał "do diabła") i absolutnie wielkie- "Dublińczycy", zbiór opowiadań będący esencjalnym zbiorem szkiców ludzkiego nastroju, odbioru, idej i namiętności w swej prapostmodernistycznej formie i arcydżojsowskim stylu. Autor zbliżał się do dzieła będącego akordem najwyższym jego twórczości. Jak z przekąsem powiadał Truman Capote- "Gdyby nie Dublińczycy, nie byłoby Ulissesa". Ile w tym prawdy, wie tylko sam autor, jednakże "Ulisses" rzeczywiście daje mu i dziś tytuł największego XX- wiecznego pisarza obok Tomasza Manna ze swoimi "Doktorem Faustusem" i "Czarodziejską górą". Osiem lat pracy w panoszeniu się to między Paryżem, a Rzymem, aż do Triestu bez możliwości powrotu do "gniewnie miłowanej ojczyzny" (Irlandii) stworzył jednak zaledwie zaczątek swego najwyższego potencjału artystycznego pod postacią "Ulissesa". Ten najbardziej podziwiany z całej twórczości Joyce'a nie jest jednak dziełem najwyższym. Analiza "Finnegans Wake" przez Ezra Pounda, Samuela Becketta, Josepha Campbella i Henry'ego Mortona Robinsona, czy naszych Egona Naganowskiego, Macieja Słomczyńskiego i Krzysztofa Loskę daje obraz dzieła na skalę nowego Wergiliusza i Dantego naszych czasów. Autor już nie żyje. Zmarło mu się w Trieście- był pijany i bez grosza. Jego dzieło unosiło się ponad martwą literaturą katów i ofiar nazizmu i faszyzmu. Potem odpłynęło, by znaleźć sobie nieliczną grupkę miłośników- między innymi Becketta- ucznia pisarza, który jak wielu powiada "dostał Nobla za Joyce'a" i Johna Cage'a- jednego z największych kompozytorów aleatoryzmu i sonoryzmu, który skomponował dotąd najwybitniejszy utwór opisujący "Finnegans Wake"- "Roaratorio". Dzieło unosi się nadal. Po nieudanych tłumaczeniach i przetłumaczeniach wydano je po przystosowaniu na holenderski, francuski i niemiecki. Tłumacze nawet nie zdają sobie sprawy, jak wiele znaczeń i nut ucięli, ale ufają, że przybliżyli nieco dzieło Joyce'a, przechwalając się coraz to nowszymi odkryciami pomyłek samego autora w analizie jego niechlujnych notatek do dzieła. "Finnegans Wake" to niby po niemiecku "Finnegans Wehg", po francusku "Fin n'est qu'en souhait que...". Tłumaczenie polskie przygotowywane przez Słomczyńskiego przerosło i porzuciło swego tłumacza, ostatnie próby z 2004 roku- "Finneganów tren" Krzysztofa Bartnickiego miało być częściowo wydane jeszcze w 2006 roku. Na razie dysponujemy tylko fragmentami Słomczyńskiego, pierwszym rozdziałem Bartnickiego i fragmentami Tadeusza Mirkowskiego. Fascynacja tym i innymi dziełami o strukturach, jak twierdzą niektórzy, podobnych do "Finnegans Wake" ziściła się także w Polsce jako ruch Liberatury- ruch wyzwalający literaturę z materii, a nadający jej tożsamość formy najdoskonalszej. Znawcy tacy jak Zenon Fajfer potraktowali literaturę tak, jak zrobiłby to Arystoteles- forma literatury totalnej, w której przestrzeń i tekst stanowią jedną całość. "Finnegans Wake" jednak pragnie z własnej wszechstrony czegoś innego, bo być może autorowi znudziło się ciągłe wyzwalanie. Może nie pragnie tylko tego, a nawet owego. Dzieło siedziało na mózgu autora, a po siedemnastu latach rodzenia dojrzewającego tworu okazało się, że nikt go nie rozumie. "Does nobody understand?"- pytał tuż przed wiecznym snem James Joyce.

"Finnegans Wake"- tłumaczyć można na wiele sposobów. Słowo "Finnegans" rozkładalne na dwa czynniki daje Finn Egans. Finn, imię jak imię, staroirlandzkie. Egans, może być rozumiany jako Agens (prowadzący i potrzymujący grę), ale można kojarzyć to z Johnem Eganem- irlandzko- kanadyjskim biznesmenem. Dzieląc "Finnegans" na trzy człony, można osiągnąć "Finn eg ans". Finn- znane już imię, "eg" rozumiane jako "egg"-jajo i "ans". Te ostatnie trzy litery pojmowane mogą być nie tylko jako inicjały kompozytora Aleksandra Nikałajewicza Skriabina, ale także Annę- imię żeńskie. "Eg" potraktowane może być tutaj jako "and" i wychodzi "Finn and Ann"- Finn i Ania. I tak dalej i tak dalej.

"Wake" tłumaczony jest całkiem jednoznacznie. To nazwa zwyczaju narodowego Irlandczyków. Rodzaj stypy przy obecności samego trupa i butelki wódki. Jak mówi irlandzka ballada ludowa o irlandzkim emigrancie w USA, Timie Finneganie zwana "Finnegan's Wake" (Wake Finnegana), spadł on z drabiny i zgruchotał swą czaszkę, a znajomi przenieśli do domu jego ciało na wake. Przez przypadek ktoś wylał na trupa alkohol, a ten zmartwychwstał i powiedział "Thanum an Dhul, do you thunk I'm dead?" ("Do diabła, myśleliście, żem trup?"). Porównanie w książce spadającego z drabiny Finnegana do Humpty Dumpty (uosobione jajo, które spadło z murku i zbiło się z "Alicji po drugiej stronie lustra" Lewisa Carrola, w polskim tłumaczeniu- Wańka Wstańka) tłumaczy użycie "eg" w słowie "Finnegans". "Wake" oznacza także zbudzenie się. Słowo, które widnieje na pierwszej stronie właściwego tekstu dzieła to "riverrun". Pośród wielu tłumaczeń "revenons" (fr. "pomarzmy", "zaśnijmy") odpowiada perspektywie snu, śmierci, zmartwychwstania i przebudzenia. Jak powiada Gombrowicz- początek to rzecz najważniejsza w dziele. Od niej można zaczynać dyskurs. Ale jak to jest możliwe tutaj, jeśli tytuł dzieła powstał nie wiadomo kiedy, ale z pewnością w toku jego powstawania, a ostatnie słowa ostatniej strony urywają się, by zacząć na początku? - "A way a lone a last a loved a long the" (str. 628)..."riverrun, past Eve and Adam's(...)" (str. 3). Problemem jest też brak narracji (z powodu relatywizmu znaczenia słowa i "ja" nadawcy zarazem), niezrozumiałość języka, zbyt wysoki próg percepcji znaczeniowej, niejednolita, uzależniona od panalegorii, akustyki i w ogóle wszystkich czynników odbioru fabuła. Największym, wyrastającym ponad cały paradygmat jednolitego odbioru tego dzieła problemem jest fakt, że za każdorazowym czytaniu "Finnegans Wake", odbiorca tworzy coraz to nowy nastrój, pogląd i fabułę. Cały odbiór jednego razu zostaje wyprodukowany na nowo, jakby chodziło o zupełnie inną książkę.

Analiza tekstu daje jednak wyłuszczenie głównych postaci- Humphrey Chimpden Earwicker (HCE), znany także jako Finn, Tim Finnegan itp. Anna Livia Plurabelle (ALP), domniemana żona HCE, kojarzona również z postaciami różnorodnymi. Ich dzieci: Jhem i Shen (w rzeczywistości są bardzo różnorodnie nazywani), bracia o różnych imionach i ich siostra Issy (także Iseult, Isolde, Isabele i inne). Wokół tych postaci dzieją się wszelkie gry pozarozumowe i antylogiczne. HCE, bez wątpienia główny bohater, zdaje się być osobą z problemami erotycznymi. Pojawiają się motywy podglądania dziewcząt oddających mocz w drugim rozdziale, stosunku seksualnego ze swoją własną córką Issy i notorycznych wyrzutów sumienia z powodu grzechu erotycznego. Istnieje też motyw rozdwojenia jaźni poprzez utożsamienie z synami Jhemem i Shenem, przy jednoczesnym utożsamieniu ALP z córką Issy. Problem miłości do swojej żony zaczyna ocierać się o chorobę psychiczną, zaburzenia seksualne. Córka Jamesa Joyce'a, Lucie, cierpiała na schizofrenię. Być może on cierpiał na wyrzuty sumienia związane z brakiem dostatecznej troski o swoją córkę (której jednak okazywał jej wiele) i syna Gorgio. Na pierwszej stronie tekstu (str. 3) można odnaleźć wszystkie imiona rodziny Joyce'a.

Inne tłumaczenie obecności tych postaci daje Maciej Słomczyński- uważa on, iż chodzi o parodię "Księgi Ozyrysa"- egipskiej księgi umarłych. Jhem or Shen to zaszyfrowane "I am Shen". Shen zaś to inna nazwa Ozyrysa. Sen podobny do śmierci staje się mistycznym obrazem wszechświata. Słomczyński interpretował to dzieło jako wędrówkę duszy przez wieczność, aż do oczyszczenia i zbawienia. Interpretacja ta wskazuje tu na rozszerzenie pojęcia strumienia świadomości (użytego po raz pierwszy w "Ulissesie") poprzez nadanie tekstowi oryginalnemu (zapisowi myśli) elementów czyniących zeń wyraźną przestrzeń świata. Elementy te to nadanie słowom nie znaczenia, ale brzmienia i wizualnego charakteru, a fragmentowi nie treści, ale charakteru tworzonego przez nielogiczne zbitki. Świadczy o tym użycie wielu brzmień, zaszyfrowanych znaczeń i postaci w jednym fragmencie, które jednocześnie są tematycznie ze sobą wspólne. Kiedy się to czyta wygląda to bardziej lirycznie.

Jeszcze inaczej opisuje dzieło ostatni ruch Literatury, wskazując na odkrycie Katarzyny Bazarnik. Dzieło liczy 628 stron, czyli 2?r, gdzie r=100. To oczywiście wzór na obwód koła o promieniu 100. Perspektywa doskonałości w kole przedstawiana jest tu jako zabieg liberatury poprzez skondensowanie wszystkiego, co autor poetycko do dzieła wnosi w koło. Nie jest więc to jednolita historia pięciu postaci, ale zenergetyzowana relatywizmem znaczenia i brzmienia materia odzwierciedlona w tekście (bardzo arystotelesowsko powiedziane). Poznanie jest tu więc pozarozumowe, opierające się nie tylko na podświadomości odbiorcy (Joyce podobno Freudem i Jungiem się nudził), a raczej na tym, co nazywane jest nieświadomością. Wepchnięcie całego tego kosmosu w taneczny wir stylu Jamesa Joyce'a daje mieszankę fascynującą. Wiadomo, że śmiertelny odbiorca nigdy nie przeczyta tej książki, ale z jądra jej esencji korzystać jak najbardziej będzie odbijając swoje postrzeżenia jak w zwierciadle, tworząc coraz to nowe powieści, nastroje i poznając jednocześnie erudycyjną wiedzę o historii i mitologii Irlandii, starożytnej Grecji, Rzymu, całej Europy, a także wiedzy filozoficznej, gastronomicznej, astronomicznej, ezoterycznej, ze szmatławców kobiecych lat 20. i 30... Ta interpretacja podoba mi się najbardziej. Warto tu dodać- "Finnegans Wake" jest bytem samodzielnym. Widać tu finezję poetycką- poezja słowa i muzyki słowa rozgniata tu znaczenie wszelkiej substancji dzieła. Odbiorca znajduje się wreszcie ponad przestrzenią i czasem w swojej własnej istocie, wyobcowany od swego życia i świata. Nastrój, który można wytworzyć przez tę wspaniałą machinę to poczucie zupełnie obce, ponadlogiczne, udowadniane w umyśle ludzkim przez samego Joyce'a. Takie dzieło nie dzieje się już tylko przez mimesis (naśladownictwo świata), ale przez stworzenie czegoś genialnie nowego, pełnego szaleństwem wszystkiego. Może warto tu użyć określenia: nadludzkiego.

Ponadto Egon Naganowski dodawał, że możliwa jest także interpretacja poprzez filozofię Giambattista Vico i Giordano Bruno (jednocześnie!). Ten pierwszy pojawia się już na pierwszej stronie tekstu (str.3) w "commodius vicus". Vico wierzył w cykliczny bieg dziejów świata. Wyróżnił trzy okresy, które jednostajnie powstawały po sobie- okres bogów, herosów i ludzi. Tak znajdujemy porównania HCE, ALP, Jhema i Shena, i Issy do bogów, herosów (tu szczególnie ciekawy motyw Fiona Mac Coola- irlandzkiego boga-herosa uświadomionego przez wyssanie z palca wszechwiedzy świętego łososia- ang. Salmon, jednoczesna aluzja do króla Salomona) i ludzi. Nałożenie systemu Bruna daje każdej postaci, motywowi, słowu byt jednolity. Bruno bowiem twierdził, że świat składa się z różnorodności bytów będących zarówno substancjami świata jak i samym światem. Byt jednakże jest wyłącznie materialny. Odnajdujemy więc zgodność w odbiorze- nie można niczego innego odebrać w Finnegans Wake niż słowo lub całe dzieło. Do tego ta fascynująca dla interpretacji brunowska koncepcja spirali (vicissitudo) pozostawia domysły, jak Joyce dzieło stworzył i jak zakodował.

Polskie motywy jak najbardziej istnieją w "Finnegans Wake". Joyce interesował się polską literaturą i językiem. Znamienne wszak były rozmowy Jana Parandowskiego z Joycem, w których Joyce zdradza między innymi, że jego Ulisses jest epopeją ciała i dnia. Analogicznie do tego Słomczyński lubił mówić o "Finnegans Wake" jako o epopei duszy i nocy. Miejscem, w którym odbywa się akcja Finnegans Wake jest relatywizm jednego miasta- Dublina i całego świata. Samo słowo Dublin oznacza czarne pole ("black pool"), dlatego nazwa Polski określana jest przez Joyce'a i jego interpretatorów jako "Poolland"- miejsce pola. Istnieje wśród interpretatorów także tendencja do porównywania Dublina z polskim Lublinem dla uwydatnienia obecności różnorodnych kulturowo motywów.

W szóstym rozdziale pierwszej księgi pojawia się: he has twenty four or so cousins germinating in the United States of America and a namesake with an initial difference in the once kingdom of Poland;

Pojawia się nie tylko królestwo Polski, ale także four or so, w brzmieniu "Warsaw", jednocześnie można rozumieć jako furię. Pojawiają się też Niemcy- "germinating" i Stany Zjednoczone Ameryki. Ze względu na obecną w tekście strukturę analogii (w Polsce korzystał z niej Gombrowicz w "Ferdydurke", a ostatnio także Maciej Malicki w "Takie tam") motywy powtarzają się i można je interpretować na nieskończenie wiele sposobów zestawiając je. Tak z tego drobnego fragmentu można zrobić zarówno ilustrację do problemów polsko-niemieckich w latach trzydziestych, a także emigracji, w której znajduje się główny bohater. Pojawiają się też polskie słowa oprócz takich słów jak "cashels" (kaszel, rozdział I, księga I), "vlossyhair" (włosy, rozdział II, księga II), czy "Podushka" (poduszka, rozdział X, księga II), odnaleźć można nazwy polskich rzek- Wisły, Warty, Niemenu, a także słynnych Polaków, jak Kopernik, Heweliusz i Szopen. Nawet ALP przybiera wreszcie jedną ze swych wariacyjnych nazw jako "Alma Luvia, Pollabella". Do tego dochodzi motyw Śpiącego Rycerza z Giewontu, interesującego dla dalszej interpretacji.

Sumując cały tumult tego, co już znamy i nie znamy w jednym dziele objawia się obraz Joyce'a jako poety wysokiego. W epoce bez komputerów skonstruował on dzieło, przy którego tworzeniu umarłby niejeden święty Jan Kanty, a przez który jak diabeł z Królowej Śniegu podstawia on Bogu, który "jest daleko" zwierciadło jakieś chorobliwie dżojsowskie. Nie mam wątpliwości, że poznałem to dzieło. Przeczytałem je choć niecałe. Czeka mnie jeszcze drugi, trzeci, czwarty... raz. Jestem pewien, że wiem, co odebrałem. Może jestem jakimś próżnym wyjątkiem, że wciąż śnią mi się w nim rzeczy całkiem podobne, które chcę poznać. Zawsze jednak nieznacznie nowe o nowe słowa i sytuacje, których wcześniej nie wychwyciłem. Moje przeoczenie jest moim odbiorem nowej, nieprzeoczonej podobno książki. Teraz wydaje mi się, że autor jest jakimś geniuszem, chorobliwie przypominającym odurzonego Dantego. Wędruję teraz jakby po wszechświecie. I wielkie to jest, bo teraz jestem wiecznym świadkiem niepoznanego geniuszu. Ciekawe, co powiem po piątym razie. Tymczasem książka stoi otworem (darmowe wersje są w Internecie) i gdy szlachetny śmiałek zapragnie poznać namiastki niepoznawalnego- tej "męki", która jest demonem tego dzieła, to prędzej znajdzie w trakcie czytania nie esencję "Finnegans Wake", ale na przykład pełnię Ozyrysa.


Niektóre pomysły zaczerpnąłem z:

*
J. Joyce, Pisma krytyczne, Kraków 1998.- polecam dla wszystkich zainteresowanych rozstrzygnięciami formalnymi przez samego Joyce'a.
*
K. Loska, Wokół Finnegans Wake", Warszawa 1999. - pierwsza polska naukowa publikacja o "Finnegans Wake" o oszałamiających interpretacjach dzieła Joyce'a i innych jego kontynuatorów.
*
E. Naganowski, Telemach w labiryncie świata, Poznań 1997. - pierwsze i podstawowe dzieło polskiej "dżojsologii".
*
Literatura na Świecie, 1973, nr. 5 i 2004, nr. 7-8. - numer z 1973 roku zawiera wprowadzenie i fragmenty tłumaczeń Macieja Słomczyńskiego, numer z 2004 zawiera ciekawe opracowania między innymi Katarzyny Bazarnik, wywiady z tłumaczami "Finnegans Wake" na holenderski i przede wszystkim pierwszy rozdział po polsku (tłum. Krzysztof Bartnicki), będący zapowiedzią tłumaczenia całości na polski (które jak mniemam dotąd nie nastąpiło).

Pełny tekst "Finnegans Wake" w odpowiednim, pierwotnym formacie (podział na 628 stron) dostępny na stronie

[link widoczny dla zalogowanych]


Za:
[link widoczny dla zalogowanych]


.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob 20:15, 06 Lut 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Finnegans Wake - zwierciadło wewnętrzne
Forum Arch Strona Główna -> O LITERATURZE i SZTUCE
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin