Arch

kultura

Forum Arch Strona Główna -> NOWA PROZA POLSKA -> KURZYK SPOD SZAFY
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
KURZYK SPOD SZAFY
PostWysłany: Sob 9:43, 07 Mar 2009
Administrator
Administrator

 
Dołączył: 06 Mar 2009
Posty: 321
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





KURZYK SPOD SZAFY


Panna Kurzyk jest mocarna w tym, co i jak pisze.
Niechętna wyznawania Siebie o sobie, wspaniała wyznając swoje opowieści...






DLA TEGO ŁYSEGO


Lidkę mało szlag nie trafił, gdy po powrocie z urlopu zastała w swojej kuchni wymienione okno. Jeden rzut oka od progu wystarczył jej, by cisnąć walizki w kąt, zapomnieć o zmęczeniu i w jednym bucie, w ciągu pięciu sekund, znaleźć się pod drzwiami pana Janka.
- Co pani tak z rana łomocze? - przywitał ją dozorca. - Pożar? Powódź? Karaluchy?


- Okno! - Ze złością wskazała winowajcę.
- A! - Pan Janek pogładził je czule. - Nowiutkie. Mocne. I do tego niedrogie.
- Ale niechże pan przez nie wyjrzy!
- Wyglądam.
- Co pan widzi?
- Góry.
- A skąd te góry?
- No, przecież sama pani chciała! - Wziął się pod boki. - Kto napisał petycję o nowe okna?! Kto napuścił na mnie całą kamienicę?! Kto zafundował mi trzy tygodnie użerania się z wiertarkami, młotkami i gruzem w każdym kącie, no, kto?! Sama pani chciała, to teraz ma! Ja nie mam czasu na takie rzeczy, ja mam kaszę na gazie, proszę pani, ja muszę powiesić firankę! Góry jej nie pasują, paniusi, do widzenia!


Szef firmy budowlanej „Okno Dla Ciebie” siedział za siwym od cementu biurkiem i nie przestawał się uśmiechać.
- Proszę pani. - Nachylił ku Lidce miseczkę mechatych landrynek. - My się tu zajmujemy oknami. To, co za oknem, nie jest już naszą działką. Jeśli góry pani nie pasują, proszę zamieszkać nad morzem.
- Lista! - Lidka skruszyła landrynkę w palcach.
- Ale to było tak dawno te… - Druga rozprysła się w pył! - Proszę mnie zrozu… - Trzecia! - Pani Natalio!


Robotnik, który według listy wymieniał okno w kuchni Lidki, pracował akurat na budowie. Wisiał pięć metrów nad ziemią w uprzęży z łańcuchów i skór i lśnił mięśniami.
- Kazali wymienić, to wymieniłem! - wołał z góry, waląc w ścianę młotkiem.
- Ale widoku nikt panu wymieniać nie kazał! - waląc obcasem o beton, Lidka odkrzykiwała z dołu.
- Kto panią tu wpuścił?
- Sama się wpuściłam!
- To wbrew przepisom!
- Proszę mi oddać mój widok!
- Wariatka!
- Złodziej!
- Niech pani wraca do domu! To nie jest miejsce dla kobiet!
- Nie ruszę się stąd! Kiedyś pan w końcu zejdzie!
- Franek, daj wariatce kask. Kask! Nie w kask! Chryste! Żyje pani?


- Pan tu naprawdę mieszka? - Lidka rozejrzała się po zapuszczonej przyczepie. Właściciel, bez kasku - opalony rudzielec, wzruszył ramionami i otworzył apteczkę.
- Adam. W ten sposób mam blisko do pracy.
- Przecież dla mojego widoku nie ma tu nawet porządnego okna.
- Pani znowu swoje. Proszę nie kręcić głową, przykleję plaster.
- A to tamto nad zlewem?
- ?
- Dlaczego jest zasłonięte?
- A czy ja pani zaglądam do kuchni?
- A nie?
- To było tylko raz i na zlecenie. A propos, muszę wracać do pra... No, i gdzie pani idzie? Proszę to zostawić!
Lidka jednym ruchem podciągnęła żaluzję.
- Aha!!!
- No, dobrze. - Adam zwiesił głowę. - Zamieniłem widoki. Mam jeszcze wodospad, puszczę i morze, jeśli nie lubi pani gór.
- A pan?
- Wolę morze.
- A może brunetki?
- O co pani chodzi?
- O to, że zwinął pan mój widok dla tej dziewczyny z kamienicy naprzeciw, która co wieczór o osiemnastej czyta w salonie książki!
Kask brzęknął o podłogę.


- Powinien się pan z nią umówić. - Lidka schowała widok do torebki.
- Raczej nie… - Adam otworzył przed nią drzwi i westchnął ciężko. - Ona czyta o sztuce.
- Dla pana mięśni zacznie czytać o mięśniach. Gdy wpadnie pan po góry, zaproszę ją, pogadacie. Opowie jej pan o podróżach.
- Byłaby pani tak miła?
- Oczywiście.
- W ramach podziękowań - proszę uważać na schodkach - zapytam ją dla pani o sąsiada.
- ?
- O tego łysego z kamienicy naprzeciw, który codziennie o osiemnastej ćwiczy w salonie pompki.
- ??
- Dla którego rezygnuje pani z gór.
- No wie pan?!
- Powinna się pani z nim umówić.
- Do…
- Dla pani oczu zacznie czytać wiersze!
- …widzenia!!!





OKNAMI DO WEWNĄTRZ

Rozdział 1


Istnieją miejsca znudzone sobą tak bardzo, że z własnej woli przestają być. Nie znikają, lecz zwracają się ku przeszłości. Uwięzione w monochromii, szukają barw dnia minionego. Takie miejsca nie są już bezpieczne. Nienawykłe do refleksji, pozwalają umykać martwym słowom i obrazom. Nieszczelne, uwalniają myśli.
Dom z burej cegły przy Kapelance 7 wcale nie wyglądał podejrzanie. Obdrapane ściany nie przydawały mu bystrości, a płaski dach sugerował wręcz tępotę. Zwyczajny, szary klocek, brzydki i raczej niemądry. Na drugim piętrze właśnie otwarto okno. Ktoś wychylił się i zrzucił kamyk na parapet okna poniżej. Blaszany dźwięk spłoszył z dachu wrony, a z śmieci wypędził kota. Z dołu ktoś wychylił się i krzyknął na sąsiada. Gdzieś trzasnęły drzwi.
Od framugi w lewym, górnym rogu oderwała się niebieska reklamówka. Zawirowała nad drzwiami frontowymi, otarła o czerwoną tabliczkę z napisem „Dom Studenta”, na chwilę przytuliła do ściany, wreszcie wpadła między kraty okna na portierni. Pani Róża, która ustawiała na parapecie doniczkę, przyjrzała się w zdumieniu niebieskiej folii. Dotknęła chudziutkimi palcami, uwolniła z pułapki i oddała wiatru. Śledziła jej lot, dopóki ta nie spadła na chodnik, gdzie zgarnięta miotłą sprzątaczki, trafiła prosto do śmietnika.
Pani Róża westchnęła i zasmucona odeszła od okna. Budynek westchnął wraz z nią. Dzielili także inne myśli. Żadne z nich nie cierpiało bezbarwnego teraz i każde tęskniło do zmian. Dom zwracał się ku przeszłości, pani Róża czekała na przyszłość. Wkrótce miało się okazać, że warto być cierpliwym. Bowiem czasem pojawia się wyjście.
Pani Róża pracowała jako portierka w Domu Studenta już trzy lata, ale dopiero od niedawna zaczęło jej się to podobać. Sięgając pamięcią do czasu sprzed niedawna, widziała dni wypełnione treścią równie interesującą, co nieaktualny kalendarz. Miała do wyboru gapić się w ekran przenośnego telewizorka, stojącego obok paprotki na wysłużonym biurku, lub przez szybę na hol. W holu migali studenci i poświęcali pani Róży tyle samo uwagi, co przystojny doktor z serialu. Może nawet mniej, bo doktor, choć uśmiechał się płasko, patrzył czasem prosto na nią. Studenci nie patrzyli na panią Różę wcale. Stawali przed oknem portierni, błądzili nieobecnym wzrokiem po liście z pocztą, wyciągali łapy i bąkali pod nosem numerki. Pani Róża podawała im klucze, które, poza numerkami, też niczym się od siebie nie różniły.
Zdarzało się, że któryś z mieszkańców Domu gubił klucz i zjawiał się przed szybą z prośbą o zapasowy. Pani Róża wstrzymywała wówczas oddech w nadziei usłyszenia burzliwej historii zaginięcia oryginału. Czyż nie ciekawie byłoby dowiedzieć się, że klucz wyfrunął zgrabnym łukiem z drugiego piętra, ciśnięty rączką nocującej po kryjomu ukochanej, której noc, owszem, podobała się, ale brak mleka na śniadanie, co tam mleka! brak śniadania, niedobór ciepłej wody pod prysznicem, nadmiar studentek w kolejce do tegoż, wreszcie bałagan w szafie, brud w toalecie, resztki wczoraj w zlewie, kazały pożegnać się krótko i na zawsze, słowem, bywaj i fruwaj za kluczem?! Nic z tych rzeczy! Przychodził jeden z drugim, z tą samą ponurą, niewyspaną twarzą i miętosząc w łapach skraj koszuli, zeznawał prozaicznie, że klucz zgubił, lub kolega zabrał przez przypadek. Zero wyobraźni, zupełny brak zaangażowania, a przecież pani Róży też należało się coś od życia. Młodość dawno minęła i nie była tak kolorowa, by zastąpić barwą wspomnień teraźniejszą szarość. Pani Róża wyszła za mąż wcześnie, urodziła dzieci, dzieci poszły w świat, mąż przyrósł do telewizora, więc znalazła sobie pracę, by nie patrzeć na męża. Wpadła z deszczu pod rynnę, w dodatku zardzewiałą.
Czasem, w myślach, pani Róża widziała swój kantorek zalany po sufit deszczówką. Była pewna, że nikogo nie dziwiłyby mokre klucze i rozmyte w nieczytelne plamy numerki. Pływałaby sobie za szybą, paprotkę nazywała wodorostem, dostawałaby dzienną porcję suszonej karmy i co tydzień czyściła gąbką porosłe glonem okno. Mówiłaby tyle samo, co teraz.

[---]


Czytaj Kurzyka na:
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Nie 7:50, 22 Mar 2009, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
KURZYK SPOD SZAFY
Forum Arch Strona Główna -> NOWA PROZA POLSKA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin